Kalendarz

Maj 2012
P W Ś C P S N
« kwi    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Witam na moim blogu

Pisanie to moja życiowa pasja. Zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga, a ja postaram się ze wszystkich sił wprowadzić was w najpiękniejszy świat fikcji…

„Pisarz nadaje metaforze ciało, lecz czytelnik duszę”- Georg Christoph Lichtenberg

Archiwa

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Strony

Konkurs

Biorę udział w konkursie! Więcej informacji znajdziecie TUTAJ (klik).

Klątwa

29 września 2010

Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Niestety zaniemogłam, dopadła mnie grypa, która zmieniła się w przeklęte zapalenie zatok i oskrzeli. No cóż bywa. Wspierana siłami antybiotyku, walczę z choróbskiem niczym żołnierz na poligonie.

Dzisiaj wstawiam dla Was opowiadanie zupełnie z „innej beczki”- Wstawiam je ponieważ czuje do niego sentyment. Jest moim pierwszym opowiadaniem. Napisałam je na podstawie wątku z mojej książki, którą piszę. Mam nadzieję, że to opowiadanie Wam się spodoba…

Zachęcam do pisania komentarzy, wasze zdanie jest dla mnie bardzo ważne.

Pozdrawiam K.

Klątwa

Nigdy nie widziałam burzy. Odkąd pamiętam liliowe niebo zawsze rozpromieniały pomarańczowe promienie słońca, które wdzięcznie goniły się nawzajem i odbijały w błyszczącej, lazurowej rzece. Cudowny widok…

Tego ranka, było tak jak zawsze, zupełnie jakby ktoś wrzucił mnie do zaczarowanego zegarka, który po odmierzeniu wszystkich godzin powraca w to samo miejsce. W miejsce kolejnego poranka. Zjadłam śniadanie, jak zawsze było pyszne. Świeże bułki delikatnie chrupały z każdym kęsem, a jajecznica była odpowiednio ścięta. Mama wspaniale przyrządzała posiłki. Do tego ta aromatyczna czekoladowa kawa. Kto by nie chciał takiego śniadania podanego na świeżo upranym obrusie, w ukwieconym ogrodzie? –Otóż ja nie chciałam. Wolałabym zjeść kawał czerstwego chleba i popić zimną wodą ze studni. Właśnie o czymś takim marzyłam o czymś innym, o czymś gorszym.

Po śniadaniu tata zabrał mnie nad rzekę, abym mu potowarzyszyła przy łowieniu ryb. Pewnie się nie zdziwicie jak powiem, że to też nie była dla mnie nowość. Na ryby chodziłam z tatą co drugi dzień. Szliśmy tą samą kamienistą drogą, i wciąż w taki sam sposób słońce rozgrzewało mój kark.. Usiedliśmy nad rzeką, tata zarzucił wędkę, tłumacząc mi kolejny raz jak to robi. Słuchałam go jak, co miałam innego do roboty. Rozłożyłam się na miękkiej trawie, szukając nowego punktu na niebie, takiego, którego nigdy nie widziałam i słuchałam instrukcji łowienia ryb. Powoli zaczynałam zasypiać, powieki zaczynały robić się ciężkie a do moich uszu coraz wolniej i ciszej dobiegał głos taty.

– Gallandrielo, nie śpij, musimy uciekać, słyszysz?– powiedział tata oddalonym głosem– no wstawaj, nie czujesz, że pada deszcz

Deszcz, co? Przecież to nie możliwe, w naszej krainie nigdy nie padał deszcz. Otworzyłam oczy i poczułam jak do oka napływają mi krople spadające prosto z nieba. Były takie mokre i takie ciepłe, nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego na skórze. Jakie to było wspaniałe, deszcz, czułam deszcz. Wstałam, rozłożyłam ręce na boki i zaczęłam upajać się tymi przyjemnymi kroplami kręcąc  się wokół własnej osi. Nagle coś przeraźliwie huknęło, nie słyszałam nigdy wcześniej takiego głośnego dźwięku. Niebo zrobiło się grafitowo jak wkład w ołówku. Kolejna nowość… Ale nowości w tym momencie zaczęły mnie przerażać, zaczęłam się bać. Znów huknęło i niebo zaczęło się błyszczeć, wyglądało na rozzłoszczone. To było dziwne zawsze raczej wyglądało na uśmiechnięte. Chciałam czegoś innego to mam- pomyślałam, ale nie do końca byłam przekonana czy o to mi chodziło.

Przyjemny ciepły deszczyk zmienił się w złowrogą ulewę i rozwścieczone pioruny. Uciekliśmy z tatą do lasu i stanęliśmy pod drzewem, które miało nas ochronić…

– Gallandrielo nieeee! –Usłyszałam wrzask taty , poczułam wstrętny zapach spalonego mięsa, ból i nic więcej… Już nic nie czułam, kompletnie nic, a chciałam tylko coś zmienić w swoim życiu…ale przecież nie chciałam zamienić życia na śmierć…

Kolejny poranek był inny. Obudził mnie śpiew ptaków, a koło łóżka stała zapłakana mama tuląca się do zmartwionego taty. Patrzyli na mnie z taką czułością jakbym dopiero co się narodziła. Było dziwnie, przytulali mnie i głaskali po głowie. Przecież tylko się obudziłam jak co dzień. Miałam koszmar o burzy, że spalił mnie piorun, ale przecież leżę w sowim łóżku to był tylko zły sen. Zresztą co oni mogli wiedzieć o tym co mi się śniło. Wyszli z pokoju i rozmawiali ze sobą szeptem.

– Co my teraz zrobimy?– zapytała mama

– Nic, już nigdy nie będzie burzy, zobaczysz to się nigdy nie powtórzy

A więc jednak coś się wydarzyło. ..

Mijały dni, noce, miesiące, lata. Zapomniałam o ich rozmowie za drzwiami mego pokoju i nigdy nie pytałam o co chodziło. Nie wiem dlaczego nie pytałam, może nie chciałam wiedzieć. Wtedy miałam dziewięć lat, teraz mam siedemnaście. Nic się nie zmieniło, poranki nadal były takie same, a jajecznica jak zawsze idealnie ścięta. Jednak teraz nie przeszkadzało mi to. Już nie chciałam nic zmieniać. Kocham nasze piękne liliowe niebo i biegające po nim promyczki. Żyję i to jest najcenniejsze. Czerpię siłę z otaczającego mnie piękna, maluje je. To takie fascynujące i daje mi tyle szczęścia. .. Tak jestem taka szczęśliwa odkąd obudziłam się wtedy w swoim łóżku po najgorszym koszmarze mego życia…

– Co robisz tato?– zapytałam przerażona– Ała to boli, dlaczego mnie wiążesz?– Zaczęłam krzyczeć i płakać kiedy tata przywiązywał mnie grubą liną do ogrodowego krzesła. Właściwie to nie wiem dlaczego to robił, przecież tylko siedziałam i malowałam niebo, a on do mnie podbiegł z tą liną.

– Tato, tato ty oszalałeś! Mamo gdzie jesteś pomóż mi błagam– krzyczałam, ale mama nie wychodziła z domu. Dopiero teraz zauważyłam coś co kiedyś już przecież widziałam.  Grafitowe niebo, i rozzłoszczone pioruny. Poczułam też strumienie wody z urwanych chmur. Burza. Znów nadeszła burza… Zamknęłam oczy, znowu ten sen, tylko teraz jestem związana liną i siedzę w ogrodzie. Zaraz się obudzę w swoim łóżku. Raz, dwa, trzy, Ałaaaa jak to boli. Co się dzieje, jakaś niewidzialna siła rozpycha moje ciało, czuje jakby się rozrastało, co to za sen? Zaczynam się szamotać, jakbym miała drgawki. Nie wytrzymam dłużej tego bólu, mamo pomóż mi błagam, zrób coś. Otwieram oczy. To co widzę nie może być prawdą. Wstaje z krzesła i rozrywam grubą linę niczym cienką nitkę. Jestem bardzo silna, nic dziwnego jestem… ogromnym kotem. Jak to się stało? Staję na swoich czterech łapach i patrzę na tatę, jest pięć razy mniejszy niż ja i płaczę mówiąc „Przepraszam cię córciu to moja wina” zakrywa oczy dłońmi. Słyszę w swojej głowie głos.

–Biegnij teraz! Biegnij do lasu, potrzebuję energii, masz mi ją przynieść mój sługo– co to za głos? Taki potężny i mocny. Nic nie mogę na to poradzić muszę biec. Nie to nie tak chcę się zatrzymać, ale nie umiem. Moje ciało mnie nie słucha, jest osobno. Rozkazuje mu, krzyczę, ale biegnę dalej. Wiem, że zrobię coś strasznego, ale nie uniknę tego. Wbiegam do lasu, widzę śliczną sarnę. To moja pierwsza ofiara, skaczę na nią i moje ostre niczym szable zęby rozrywają ją na kawałki. Nie! Nie! Przestań, ja nie chcę zabijać. W paszczy czuję smak krwi, a z oczu płyną łzy. Płaczę i zabijam kolejne zwierzęta. Czyż to nie komiczne. Czy ktoś w ogóle uwierzy, że ja tego nie chciałam robić, że błagałam moje ciało by przestało.  Nikt nie uwierzy. Będą tylko mówić, że w lesie grasuje potwór. Jestem potworem. Nie chcę nim być, ale jestem…

Głos w głowie umilkł, zasnęłam na mokrej trawie.

Znowu obudziłam się w swoim łóżku w mojej miękkiej, ciepłej pościeli. Nade mną stał tata tym razem sam. Wtedy opowiedział mi całą historię. Tego dnia gdy byliśmy nad rzeką i wydawało mi się, że zasnęłam zabił mnie piorun, a tata tak rozpaczał nad moim ciałem, że przywołał Demona Piorunów. Zawarł z nim pakt w zamian za wskrzeszenie mnie. Odtąd za każdym razem gdy w naszej Krainie będzie burza ja będę polować na niewinne stworzenia i składać je w ofierze demonowi. Wróciłam do życia choć byłam całkiem martwa. Tata był szczęśliwy, mama była szczęśliwa, wszystko było jak w bajce…

Już teraz wiem o czym rozmawiali za moimi drzwiami. O klątwie. Myśleli, że nie będzie burzy… mylili się. Nie wybaczę ojcu że, uczynił mnie potworem, swoją miłością. Czy ktoś mnie kiedyś pytał czy chciałabym być potworem, otóż nie, nie pytał. A ja tak bardzo nie chcę nim być…

4 komentarzy »

  1. Finally, an issue that I am passionate about. I have looked for information of this caliber for the last several hours. Your site is greatly appreciated.

    komentarz by medical transcriptionist — 17 listopada 2010 @ 11:17

  2. Really nice post,thank you

    komentarz by Ron Tedwater — 18 listopada 2010 @ 02:58

  3. I know you probably have to disagree, but if you can’t beat them, join them.

    komentarz by Salley Dasilva — 18 listopada 2010 @ 03:04

  4. naprawdę super!!!

    komentarz by IGG — 30 grudnia 2010 @ 01:40

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz